6.10.17

460. there is a limit to your love

Może to dlatego, że udało mi się stawić czoło znów, iść, rozmawiać z miłą panią, która mądrości ze studiów toczyła mi do uszu swoim słodkim, spokojnym głosem tak, jakby nie wiedziała, że te wkrótce samoistnie i tak zamienią się w jad, bo przecież nie powiem jej najważniejszego.
Może to dlatego, że pisanie o ukochanym poecie z licealnych czasów jest jak brutalne zderzenie się z rzeczywistością, w którym okazuje się, że poeta czuły i obeznany w słowach w tejże rzeczywistości ma obycie nieprzyjemne, zaś spotkanie go po pięciu latach uświadamia, że starzenie i gorzknienie to proces, przed którym nie uciekniemy, a który w miarę upływu lat postępuje szybciej, przebiega sprawniej.
Może to dlatego, że wszystko rozgrywa się tak, jak nie powinno było nigdy, a każda wolna sekunda rozbija się o niepewność, o brudną szybę w pociągu, o schowany za szybko telefon. Jakby rzeczywistość sama wpadła w błędne koło, jednocześnie jasno dając do zrozumienia, że nie można już czuć tego samego, co wcześniej, gdy z miejscami wiąże nas stosunek pracy (na czas nieokreślony), a z ludźmi węzeł (póki śmierć nas nie rozłączy). 
Może to dlatego, że jesień nie sprzyja tak samo, jak nie sprzyjają pozostałe trzy pory roku, nieustannie wyzwalając w nas poczucie winy, że pozwalamy wszystkiemu przemijać ot tak, bez zastanowienia, nie poświęcając uwagi ani przyrodzie ani sobie nawzajem.