2.1.10

213.

coś się kończy, coś się zaczyna - mówi do mnie Żebrowski o białych włosach, a ja przytakuję. tak po prostu.
myślę, że trzeba to już zostawić, bo to było i nie dotyczy już mnie. ani nas.
jest miło, kiedy czytam to gdzie byłaś przez ten czas? skierowane do mnie, do nikogo innego, tylko do mnie, tak zupełnie bez powodu. wszystkie piosenki zapadają we mnie głęboko znów, nic nie rozcina od środka, paznokcie obcięte krótko, coby nie korciło już.
szkoda tylko, że kiedy teraz czuję się spokojniejsza (to przez w piżamie chodzenie do południa i bajek oglądanie), to trzeba znowu książki do torby spakować i spędzać kilka godzin dziennie z osobami, z którymi nie ma się nic wspólnego, choć zna się je od tak dawna. zastanawiam się - czy to już ten czas, kiedy powinnam wypuścić na powierzchnię trochę fałszu i udawać czy postarać się może wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu i uśmiechać się tak zwyczajnie i bez powodu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz