27.1.10

227.

ja nie obiecuję. Ty nie obiecujesz. taka nasza pieprzona spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. - czytam te słowa któryś raz z kolei. niedobrze mi od tego. tak właśnie było, prawda? minął rok.
teraz tylko uśmiechamy się do siebie i nadużywamy słów mówiących o przynależności. dziwnie obco brzmią. zmieniliśmy się. straciliśmy większość okazji do ratowania się. dorośliśmy, stając się jeszcze większymi dziećmi. przestaliśmy mówić, bojąc się, że nie zrozumiemy się.
niewypowiedziane słowa nie palą języka. wargi całe. żadnego gryzienia się w palce. niczego nie skreślamy. przed nami puste kartki. teraz możemy wszystko. minął rok.
w czystym zeszycie zapiszę nową datę. przywołam na myśl tamtą rozmowę, uśmiechnę się leciutko i przyłożę stalówkę do papieru.
wymyślę nas. bo mogło tak być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz