2.4.10

250.

Czytana w nocy książka spada na podłogę. Otwiera się na stronie 97. Czytam podkreślone ołówkiem słowa.
Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.

Po takim czasie wciąż mnie to rozpieprza. Każdy akapit. Każde zdanie. Każde słowo. Każda kropka. Przecinek, wykrzyknik, znak zapytania. Książki nie powinny tego robić. Nie aż tak.
Gdy już jest czule od słów i pachnie od słów, to wtedy...wtedy trzeba najczęściej wyłączyć modem.

Po chwili przewracam kartki, strona 91. Uśmiecham się do siebie, bo powzięte wcześniej decyzje zmieniły się właśnie dlatego. Trudno uwierzyć, że kiedykolwiek cokolwiek, ale nie będę z tego powodu tłumić wszystkich uczuć we mnie.
Nie dziś.



1 komentarz:

  1. Kocham "Samotność w sieci" równie bardzo jak Twojego bloga. Dziękuję za wszystkie słowa jakie tu zawarłaś.
    Ale najbardziej dziękuję Ci za posty o mieście G., bo w pewnym stopniu identyfikuje się z nimi. Część mnie i mojego serca została w tym mieście z osobą, która (niestety, a może i stety) tego serca nie chciała. Twoje posty pomagają mi poniekąd pogodzić się z całą sytuacją. Dziękuję raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń