7.8.10

295. z braku słów.

od poniedziałku. Ty. tylko dla mnie. w końcu właściwa osoba trzymająca za rękę. i tak po kolei:
w słońcu siedzenie, na ławce, przed dworcem.
w pociągu. (tęskniłam za Tobą - powiedziałam)
w domu już tylko pośpieszne pocałunki, mamy czas, pozbywanie się ubrań, jesteś, jestem.
jak dobrze.
później nie pamiętam.
chyba miasto L.
i na pewno miasto K. cudowni ludzie, cudowna atmosfera.
następnego dnia.
deszcz. papierosy. trochę piwa. dużo muzyki. dużo Nas. mnie i Ciebie. leżenie na trawie na The Horrors, Twoje dłonie na moich ramionach na Fenneszu. wcześniej jeszcze Toro y Moi, gdzieś na początku Kim Nowak.
cudowności.
padający deszcz tuż przed koncertem LV, w myślach tylko trujące kwiaty, proszę, proszę, proszę i później ciarki i jedna łza spływająca po policzku, której nikt nie zauważył.
poza tym:
stój dziewczyno, nie rozumiem, ostatni tydzień był cudowny, mieliśmy siebie cały czas, robimy zapiekankę, zdjęcia, zrób mi coś do jedzenia, zrób mi jakąś krzywdę, przecież wiesz, że nie zrobię Ci żadnej krzywdy, trzy lata, dzikość, nie jedź.
jest mi z Tobą tak cudownie. gdzieś w tle bang gang albo mogwai. późna noc. splecione ciała.
przyspieszone oddechy.
idź już.
i jeszcze: nad ranem wsuwanie się pod kołdrę i przytulanie do Ciebie.
cudowne pożegnanie.
(w środku płakałam za Tobą i umierałam z tęsknoty już w momencie robienia Ci kanapek.
rozumiesz?
pamiętasz?)

od jutra zaczynam ogarniać. póki co - tak, pasujesz do moich bioder.

2 komentarze:

  1. cudownie, że aż nierealnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie piszesz.Przeczytałam też starsze posty i jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń