22.9.10

307.taxi ride.

zimny prysznic na obudzenie się wieczorem. żyj. włosy nieosuszone, krople wody spływają po odkrytych ramionach.
(można płakać i tak)
(spazmatyczny to szloch - trzęsę się z zimna)
ludzie mają to do siebie, że lubią się pojawiać tylko po to, by za chwilę zniknąć. przerabiałam to już milion razy. zaciskałam wtedy mocno zęby i na skórze wypisywałam nigdy więcej w uniwersalnym języku bólu.
mam szesnaście lat, a czuję się jakbym miała znacznie więcej. czuję się tak, jakbym wszystko już przeżyła, choć w dalszym ciągu jestem nieuzbrojona w nie-strach przed śmiercią.
(ludzie umierają, mała, a ty nic nie możesz z tym zrobić - nowa nauka).
a także:
pytają jak się czujesz i jedyne co chcą usłyszeć, to dobrze.
nie mogę zapomnieć, że tylko tak, że nigdy inaczej. bo nikt nie chce wysłuchiwać o strachu przed odpowiedzialnością, o tym, że marzy mi się szukanie ostatniej namacalnej rzeczy pozostałej po tamtej pokręconej Przyjaźni. coraz mniej rzeczy przez to ma sens. marzą się te poszukiwania, rozdrapywanie starych i ledwo co zagojonych ran.
(naprawdę wolałabym, żeby nie była to moja wina)
nikt nie chce słuchać o tym, czego najbardziej chcę się pozbyć.
nikt.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz