13.12.10

325. ostatnie tygodnie.

co ja mogę powiedzieć? że rozumiem? nie rozumiem. że wiem? też nie, bo nie wiem.
zamilknę.
nie poruszę więcej tego tematu. i tamtego też nie.
może przestanie być mi przykro.

póki co:
mam miłe rozmowy. ciepło gdzieś w okolicach serca, tak, to z pewnością jest serce, rozmowy zupełnie o niczym a tak bardzo przecież o wszystkim. mam słuchanie muzyki bez słów, po co komu słowa.
po co komu jakiś nocny płacz, przecież nie uleczę na odległość
(z podszeptów w głowie - na bliskość też nie)
jestem cierpliwa, ciągle mi zależy, nie wiem czy kiedykolwiek przestanie. krzywdzę swoim postępowaniem, co za egoizm rozmawiać o tym kilka razy dziennie, brnąć w to dalej
(z rozmów nocnych, szeptów - coraz bliżej i bliżej)
kiedy wiem, że przestrzeń między moimi palcami znalazła już swoje wypełnienie.
(nie mów nic, tak wiem, popatrz sam, dzisiaj tylko przestrzeń, ale za kilkanaście nocy...)

i jeszcze:
po co komu słowa, nie mam słów wcale, mam za to złe oceny, polubiłam łóżko jeszcze bardziej i zdarza mi się płakać, nie wiem czy ze wstydu czy z tęsknoty, prosto do słuchawki, bezgłośnie, ale przecież mogę. spotkamy się któregoś tam dnia, będzie miło, chyba jesteśmy tacy sami, pójdziemy na kawę i naleśnika, po co komu słowa, nam są potrzebne, n a m, doceniasz brzmienie, tak dziwnie brzmi ono w moich ustach, to chyba od nadużywania tamtego drugiego Nam, tego właśnie, przez to większe N.
to coś znaczy, prawda?
później pojedziesz i być może już nigdy się nie zobaczymy, ale, nie bez obaw, nie powiem to nic, nie powiem za późno, będzie mi smutno, egoistko, egoistko, chcesz mieć kogoś, o kogo nie będziesz musiała walczyć, kogoś, kto będzie czytał Ci w myślach... stop.

(kilka tygodni temu, najpierw pusta kartka w zeszycie, teraz coś więcej i jeszcze bardziej nic, bo już mniejsza z tym, nie potrzebujemy albo wręcz przeciwnie, who cares? )

(błagam, nie mów i care, jeśli masz kłamać)

wzruszam ramionami, bo nie leczę z przeszłości, nie ma we mnie takiej opcji, już nawet jakoś, nie, czekaj, wcale nie chciałam tego powiedzieć, czasem myślę, że szukasz we mnie czegoś, czego nigdy we mnie nie było. zbiera się to we mnie od kilku miesięcy, uwierz, nie chcę być odskocznią, boli mnie od tego głowa, pierniki w piekarniku, wszyscy śmieją się, znowu nie o tym, wszystko leci mi z rąk a w pociągu przytula mnie obcy chłopak, tak zupełnie bez słów, pełne porozumienie, bo chyba oboje nie spaliśmy tej nocy, dostaję chusteczki i uśmiech na wiemżesięnigdyniezobaczymy, wystarcza mi to i rozwala jeszcze bardziej. rozpieprza. rozpierdala od środka. znowu czytam niebezpieczne książki i dopiero ekran telefonu pokazujący, że you have one message mnie uspokaja.
nie wiesz jak to jest. być zupełnym chaosem, rozpierdoleniem, kwintesencją nieogarnienia i poukładać się w momencie usłyszenia głosu Najukochańszej Osoby. mam złe dni, a On jest.
jest jedyną stałą w moim życiu, moim punktem zaczepienia, kołem ratunkowym i pasami bezpieczeństwa, chociaż czasem zachowuje się tak, jakby o tym nie wiedział.

(tutaj miało coś jeszcze być, ale wolę wyszeptać to prosto do ucha, brzmi wtedy lepiej i jest ważniejsze)

(na sam koniec:
chciałam zamknąć to wszystko, przekręcić klucz, wylać wszystkie zupy, zniknąć z tego całego świata tutaj, ale to jedyny świat, w którym lubię przebywać, więc pocotokomu. )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz