7.1.11

330. nie wiem o co mi chodzi.

najbardziej potrzebuję kogoś, kto mnie wysłucha i rozwieje wszystkie wątpliwości, co pod skórą tkwią jak brud pod paznokciem - drażnią i wymagają natychmiastowego usunięcia.
głupie metafory.
wymaga się ode mnie dojrzałości i zrozumienia, a mnie drażni wynik cichego pociągowego podsumowania problemów moich i tych, o których opowiadają mi teraz rówieśnicy. zawsze muszę być o dwa kroki do przodu.
zawsze.
z trudem uśmiecham się tym udawanym uśmiechem, kiedy mówi mi się o podjętych decyzjach, które, może i racja, nie dotyczą bezpośrednio mnie, ale jakoś dotyczą. nie wiem czy bolą dlatego że znowu dowiaduję się o czymś ostatnia czy chodzi o samą treść decyzji. rozumiesz, prawda?
coś, ktoś, z tyłu głowy szepce, że stawianie wszystkiego na jedną kartę to najgorsza z możliwych decyzji. że to jak jechanie w daleką podróż bez mapy. zbyt ryzykowne.
a ty, mała, nie lubisz ryzykować.
kolejna drażniąca rzecz, ja nie wiem, czego ja chcę, ale wszyscy inni zapytani o to doskonale wiedzą, czego potrzebuję.

wszystko mi się zlewa w jedną całość. o ile całością możemy nazwać bezkształtną masę myśli i obrazów, filmów i dźwięków i czegośtamjeszcze, kogo to obchodzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz