9.1.11

331. z rozcierpliwienia albo rozcierpienia.

dalej męczę tori i myślę, że możecie udławić się zawiłością.
powiązaniami, których doszukujecie się niepotrzebnie, bo chodzi tylko o mnie.
interpretacjami, które są bardzo nad, bo przecież chodzi tylko o mnie.
ja o mnie. tak jak wy o was. zawsze tak samo.

wyczuwam delikatne drżenie ziemi tuż pod moimi stopami, cicha, ledwo dostrzegalna zapowiedź wielkiej rewolucji. ktoś coś zrozumiał i się tym podzielił. uciekłam.
jestem tchórzem i możesz mnie tak nazywać, nie będę zaprzeczać. jestem tchórzem.
czy czujesz się lepiej?
nie.


z dzisiaj:
taka egoistyczna myśl, znaczyć coś. być czymś więcej niż tylko wspomnieniem kilku orgazmów, skojarzeniem z książką i piosenką. uświadamiam to sobie tak banalnie, stojąc nad przepaścią, tonąc w wodzie z braku powietrza, nieumiejętności pływania. nie można naiwnie wierzyć, że zawsze będzie dobrze, ale to wraca, naiwna wiara jak bumerang, wystarczy ręka wyciągająca na powierzchnię albo respirator.
uświadamiamy sobie jak bardzo nam zależy dokładnie wtedy, kiedy możemy stracić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz