10.1.11

332. misery business.

zamiast szkoły poranek i popołudnie z P. zupełnie spontanicznie. to takie typowe, herbata z kroplami uspokajającymi, które całkowicie zabiły jej smak, papierosy na balkonie, od których kręciło się w głowie, coś czego brakowało, włącz mi paramore, idiotycznie depresyjne piosenki wymyślane na poczekaniu i grane na gitarze, pierdol życie, nucę do teraz, śpiewamy meds, znaczy: on śpiewa, ja mruczę pod nosem, popiskuję jak mały piesek, bo zupełnie nie wiem co i jak, czego by się tu złapać.
do teraz mam niesamowitą ochotę na lody z popcornem, cieszę się, że nie muszę mówić, że boli i zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś polubię to dziwne miasto, do którego wczesnym rankiem nie pasuje kate bush, ale za to portishead idealnie.
cieszę się, że ktoś jeszcze ma ochotę wstać z łóżka, przyjść po mnie, zabrać ze sobą i uśmiechać na wiele sposobów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz