1.4.11

343. porządki.

11.01.2011
w pociągu dochodzę do dziwnych wniosków: jeśli nie można przeżyć z kimś zimy, to życia też nie.później przysiada się do mnie ktoś z kiedyś i proponuje wino, ochrzania, mówi coś o maturze, o wódce, znowu o winie i że mam się tak nie rozpierdalać.
wzruszam ramionami.

17.01.2011
budzę się rano i dziwi mnie zakrwawiona poduszka. mama z przerażeniem patrzy na moją zakrwawioną twarz. nic nie pamiętam. my baby shot me down. może o to chodzi.

26.01.2011
łapię się na tym, że jestem obok. spokojnie mogę o sobie powiedzieć i'm useless. i całkiem mi z tym dobrze, bezużyteczność pierwszym krokiem do odsunięcia się w cień, zniknięcia całkowitego. zobojętniałam. kilkanaście ostatnich dni sprawiło, że ramion wzruszenia opanowałam do perfekcji. coraz częściej myślę o śmierci zanim zasnę, bo to jest być może powrót i już nie ruszają mnie wyznania typu bo w tobie bardzo łatwo jest się zakochać. rzucam telefonem, nie odpisuję na smsy i odwracam się, by odejść jak najszybciej
coś złego się przyczepiło i nie
wiem co to. mam to pod skórą, czuję jak się przemieszcza, czasem atakuje mi głowę, czasem serce
i boli
i boli
i boli
i nie przestaje.

28.01.2011
ostatnie dziesięć miesięcy było kłamstwem - największym i najpodlejszym. śpij dobrze.
(kasowanie smsów przychodzi niezwykle łatwo. gorzej z obrazkami w głowie: marmolada, sypialnia, samochód, dom
i najważniejsze chyba:
drewniany stół. )
bardzo chcę wierzyć, że nie.

20.02.2011
ostatnio nie jestem w stanie. oglądam how i met your mother i w przerwach słucham radiohead. sobotni wieczór: powiedzmy, że całkiem miła impreza i patrzę na nich i zastanawiam się co ja tu robię. podsuwam kieliszek i wiem, że chyba muszę iść do domu, bo nie zniosę tego dłużej. w domu tylko gorzej: picie w samotności jest żałosne, kochanie, chyba to przeczuwałeś, stąd ta wódka. nie pamiętam co mówię jedynemu mężczyźnie, który mi został, ale rano wiedza, że znowu spierdoliłam, jest odczuwalna za bardzo i tak, racja, mam ochotę rzygać. ale. wcześniej. życiowa mądrość: nothing good happens after 2 a.m i robienie rzeczy, które z założenia są błędem, ale robienie ich tylko dlatego, żeby przekonać się, czy coś, co wygląda na błąd w rzeczywistości nim będzie.
noc z soboty na niedzielę. po drugiej w nocy. (to nic, że after 2 a.m trzeba iść prosto do łóżka. to nic)
cisza. żadnej muzyki.
przekonanie, że nic dobrego już się nie zdarzy.


22.02.2011
wracam. ale nie przyjdę do siebie tak łatwo. krztuszę się świetlickim

5.03.2011
za długo byłam rozpierdolona, rozpieprzona na milion małych kawałków.
składasz mnie z powodzeniem. mimo wszystko.


2 komentarze:

  1. zastanawiałam się właśnie co się z Tobą dzieje, że Cię nigdzie nie ma. szkoda, że się źle dzieje. oby wiosna coś rozjaśniła.

    OdpowiedzUsuń
  2. przez chwilę zwątpiłam, czy tego bloga aby nie pisze moje ukryte alter ego, kiedy wydaje mi się, że śpię.

    OdpowiedzUsuń