25.4.11

348. wystarczanie.

rozmawiam z m. opowiada mi, jak budzi się w nocy i dotyka śpiącej obok s.
kładzie dłoń na jej brzuchu i nie wierzy i umiera ze szczęścia i wiesz, łzy cisną mi się do oczu, bo okazuje się, że coś w życiu może wyjść. w głowie mu się nie mieści, że w s. jest jakaś część jego i część jej połączona w jedno. mówi, że w końcu ma po co żyć, że teraz to już wszystko inne jest bez znaczenia, bo ma motywację, to małe coś w jej brzuchu, że teraz warto się starać i zaciskać zęby, że to coś więcej niż tylko biologia, że to odpowiedzialność i miłość i magia i że sama zrozumiem to kiedyś.
nie mam ochoty tego słuchać, chociaż tak: cieszę się z jego szczęścia.
przypominam sobie tylko o czym sama marzę i o czym mówiłam Ci i co jest (było?) naszym wspólnym planem na przyszłość.

2 komentarze:

  1. tak myślę jaki jest tego cel. tego przypominania sobie. sobie i mi. czy jest jakieś logiczne wytłumaczenie rozcinania sobie skóry i zasypywania ran solą?

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam to uczucie... jeszcze pamiętam...

    OdpowiedzUsuń