30.5.11

350. wandering star.

po pierwsze: stłukłam dzisiaj rano lusterko. spadło z komody. siedem lat nieszczęścia.
po drugie: chyba już wiem, jak będzie. w wieku lat dwudziestu trzech okaże się, że mam depresję. wszystko z powodu uświadomienia sobie, że nigdy nie będę w stanie stworzyć normalnego związku. wyobrażam sobie te wszystkie kobiety i tych wszystkich mężczyzn, których spotkam do tego czasu i od których będę uciekać, kiedy wszystko będzie za bardzo i za mocno.
po trzecie: kilkanaście, kilkadziesiąt wersji roboczych, jest mi zimno i słono, kiedy to czytam. chciałabym mówić, ale nie wiem jak. w którą stronę. gdzie jesteś i dlaczego nie tutaj?
po czwarte: co zrobić, kiedy dzieją się rzeczy, których się nie planowało? dzieją się i przerażają trochę szybkością z jaką się dzieją? trochę mi tak tam w środku dziwnie, inaczej. boję się?
po piąte: miasto k. nocą z ludźmi, których się lubi, z Ł., który potrafi czytać mi w myślach, jest miastem, w którym czuję się lepiej niż gdziekolwiek.
po szóste: and the time that i will suffer less is when i never have to wake.


nic się ze mnie więcej nie wyciągnie, bo nic już tam w środku nie ma.

2 komentarze:

  1. Piszesz niewesoło. Ale piszesz tak, że ja to czuję. Jakoś tam na swój sposób rozumiem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. podobno rzeczy dziejące się z przypadku są najlepsze

    OdpowiedzUsuń