25.6.11

353. insomnia/2

bardziej się chyba upodlić już nie można. najbardziej bolesna z myśli: jesteś suką, r a n i s z. i to kogoś, kto jest zupełnie niewinny, kogo spotkałaś przypadkiem i to w najdziwniejszym z możliwych momentów.
bardziej się chyba upodlić już nie można. wyrzucam z siebie ostatnie dwa miesiące, co ty do cholery dziewczyno ze sobą zrobiłaś? i myślę, że papieros rozwiązałby wszystkie problemy. włożyć do ust, odpalić, zaciągnąć się mocno, wciągnąć do płuc, umrzeć na chwilę.
albo na zawsze.

codziennie takie same noce. duszne, samotne, zupełnie niedowytrzymania. po co komu duże łóżka, kiedy zasypia się w nich samotnie, budzi się tylko z namiastką miłości w telefonie, dzień dobry, miłego dnia, z namiastką obecności, świadomości, że gdzieś tam też budzisz się sam.
zasypianie z świetlickim w jednym łóżku, setki wierszy umierania, myślę sobie: tak, to najgorsza z możliwych pozycji. przedzieleni światem. osobne łóżka, osobne stoły, przy których siedzi się rano, pijąc kawę. im głośniej się o tym mówi, tym większe pragnienie dotyku i czucia. chce mi się płakać z tęsknoty, kiedy głupio proszę przesuń ten monitor. jesteś tak blisko i tak daleko, skajp powinien mieć funkcję teleportu. wyrzucam po cichu z siebie wszystkie złości, powoli, bardzo powoli, cały żal. przeraża mnie nasza bezradność, powalająca na kolana bezsilność, nocami się o nas boję. że się już nie wyleczymy nigdy tak do końca, przypomina mi się Twoje fajnie byłoby mieć takich przyjaciół, kiedy mówiliśmy o którymś z odcinków how i met your mother. fajnie byłoby mieć. fajnie byłoby choć raz poczuć jak to jest. i znowu ta chęć wyrzucenia wszystkich zbędnych kilometrów, poskracania odległości, zmniejszenia polski, umieszczenia nas wszystkich w jednym mieście, żeby zawsze blisko i zawsze można było mieć z kim wyjść na wódkę.
kilka rozmów rozjaśnia mi sytuację, niedopowiedzenia, źle użyte słowa zamazały sens, obraz prawidłowy uległ zniekształceniu, bardzo dużo niedobrych słów, przez moment zazdrość zżerała mnie od środka, co za ulga, że to tylko moja wyobraźnia, co za ulga, pojęcia nie masz. zostaje wstyd, bo jak mogłam mówić tak źle, no jak? nie jestem w stanie się usprawiedliwić.
najgorsze momenty z możliwych: nie mogę myśleć o Tobie mój, nie mam żadnego prawa.
wiesz dobrze, że trudno będzie zaufać tak do końca. znowu. ale to wszystko chyba nas czegoś nauczyło. że trzeba rozmawiać. nawet jeśli chce się uciec i przeżywać wszystko po cichu, w samotności. nawet jeśli się wie, że jedno z nas nie zrozumie do końca (albo i ani trochę) tego, o czym mówi i co czuje drugie. lepiej nie obiecywać, tylko po cichu budować u siebie dla nas. miałeś rację, przecież żeby się starzeć razem, trzeba się starać osobno, jak na tym pikselu. jeszcze rok, dwa lata, czasem jesteśmy cholernie naiwni. mogłabym sobie wyobrazić nasze wspólne mieszkanie, życie, poranki i wieczory, ale nie chcę, nie mogę, nie potrafię: wyobraźnia za mała, albo to jakaś cholerna abstrakcja, świętość, niemożliwość.

jeśli sypiam, to sypiam źle. w rozmowach z a. więcej jest świetlickiego niż mnie, ciągle jestem zajęta boleniem, wracam, ale nie przychodzę do siebie tak łatwo. dawno nie czułam tego prawdziwego ciepła, czasem mógłbyś być na mnie zły, rozczuliłeś mnie tym swoim mówieniem mi ale mi się podobasz. tak, kochanie (nie mogę się doczekać szeptów na ucho), rozczulasz mnie zupełnie, roztapiasz. a. mówi: przyznaj się, jesteś szczęśliwa. trochę. szczęśliwieję powoli, dużo czasu minie zanim, jestem przesadnie ostrożna, nieufna, ale chwytam się pewności, to działa.

nie wiem co robić, nie mam pojęcia. w środku mnie małe wojny. nie jestem w stanie spojrzeć w lustro, brzydzę się sobą, nie rozumiem, jak mogę Ci się podobać, dwie cyferki na wadze przerażają niesamowicie, jak ja w ogóle tak, muszę, muszę to zmienić, pozbyć się tej piątki z przodu, pozbyć się wszystkiego, siebie, wyrzygać wnętrzności, zostawić samą skórę, kości. ł. pisze mi o samoakceptacji, o wnętrzu, o tym, że muszę to bardzo ciemno nasycone słowo, rozumiem, ale nie chcę przyjąć do wiadomości.

kolejny dzień pisania w środku nocy, źle: kolejna noc pisania. tym razem zasnąć do rana nie pozwala głupi sen, tak bardzo kojarzący sie z draw with me, tylko że ja nie miałam kredek, ołówków, pisaków. zobaczyłam Cię i nie mogłam się przytulić, bo między nami była gruba szklana ściana. wcześniej, wieczorem, piszę Ci sms'a, że powiem Ci o najbardziej przerażającej mnie rzeczy na świecie. i że będziesz mnie wtedy musiał mocno trzymać. tak, poczekam z tym aż przyjedziesz.

24-27.06, litry kawy za dnia, w nocy: bezsenność. szukam słów.

4 komentarze:

  1. 'przypomina mi się Twoje fajnie byłoby mieć takich przyjaciół, kiedy mówiliśmy o którymś z odcinków how i met your mother'
    to samo. dokładnie to samo.

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem wściekła.
    pstryk i koniec, co?

    m

    OdpowiedzUsuń
  3. Wpadłam przypadkiem, przez zupę. Chyba zostanę.

    A jakbyś lubiła pisać do nieznajomych, to skrobnij mizuuko@ gmail.com (usunąć spację)... Jakoś tak... No...

    OdpowiedzUsuń
  4. 'Tylko pstryk i już nie ma mnie', jakoś tak pani m.

    OdpowiedzUsuń