22.7.11

355.been smoking too long.

od kilku dni bezustannie pada. nie mam ochoty wychodzić z łóżka, rolety w dół, wymyślam historie do muzyki, która w zamyśle miała być tylko tłem, a znowu cichutko sącząc się z głośników postawionych na ziemi, przejmuje główną rolę. co za wstyd - myślę sobie, kiedy naga wchodzę pod kołdrę. co za wstyd, że nie pomożesz mi zmiąć pościeli tym razem (poprzednim też nie, palców nie starczy, by pokazać, ile tych razów), że znowu sama zapalę papierosa i nie będzie to papieros przed czy po; co za wstyd, bo to papieros zamiast. nie wyglądam dobrze. kawa w samotności smakuje najlepiej, więc ostatnimi czasy piję jej dużo. sińce pod oczami z niewyspania: nocą siedzę na parapecie i słucham wycia wiatru za oknem, uderzeń kropel deszczu, miasta, które chyba zaczęło mnie przerażać. poranki z kawą na balkonie (nawet kiedy pada, to stoję w drzwiach, nie ma mi kto mówić, że się przeziębię i że zimno) w twojej bluzie albo koszuli, z wyszczerbionym kubkiem z gwiezdnych wojen, który już dawno miałam wyrzucić, ale nie mogę, bokochanie, jesteś taka sentymentalna. jestem sentymentalna, jest mi zimno, brakuje mi pocałunków w szyję-bark-obojczyk na dzień dobry. stojąc w łazience przed lustrem dotykam się tak, jak dotykałeś mnie, twoja ulubiona linia mojego ciała. mój pieprzyk w zabawnym miejscu.pieg na nosie. moje ciało tęskni. wargi przygryzam, dłonie zaciskam. palce głodne dotykania, uda głodne siniaków, paznokcie chcę łamać na twoich plecach.
wchodzę naga pod kołdrę. telefon wyłączony, nie dzwonisz o tej porze. włączam film, to mój czas. podłe te dni, kiedy nie muszę gotować ci obiadu, prasować koszul, spodni, układać skarpetek, czekać na ciebie, podłe. czyż nie za dużo czekania już było między nami, dni tęsknoty, nieprzespanych nocy? jak połączyć nas już na zawsze? pierścionek na palcu ciemnowłosej aktorki, uśmiecha mnie ten widok, głodna ciebie jestem, głodna. to już filtr, gaszę, przychodzi mi na myśl fraza z jakiejś piosenki jak czują się popielniczki ciągle parzone? deszcze pada. film w zbyt ciemnych kolorach i o zbyt nudnej fabule, przełączam po chwili. jeden kanał, drugi, trzeci, czwarty. przypomina mi się głupia kłótnia: po co nam telewizor? wszystkie twoje argumenty były błędne, w tym pudełku nic nie ma. wyłączam. zimno samej mi, takiej rozebranej, pod kołdrą. brakuje Ciebie. przysuwam się bliżej krawędzi łóżka, nienawidzę spać pod ścianą. za duże te duże łóżka, kiedy śpi się w nich samemu. małżeńskie łoże. uśmiecham się kącikiem ust. pierścionek na palcu. nie wiem kiedy zasypiam.
śni mi się, że ktoś mnie dotyka. że ty. niedobór ciebie atakuje mi mózg, stąd te obrazy. dotykasz i jest mi tak nieprzyzwoicie i niesamowicie dobrze. cudowna rozkosz, ciepło rozlewające się na całe podbrzusze. ten moment, kiedy przez sen wykrzykuję Twoje imię.
pada deszcz. widzę przez okno. szarość wpada do pokoju. jednak nie sen. jednak jesteś. przyciągasz mnie do siebie, tak jak kiedyś, kiedy nielegalnie jeszcze, z przestrachem w oczach, hamując się, karmiliśmy się sobą w moim albo twoim łóżku, kiedy odległości między nami nie pozwalały w nocy spać, kiedy wszystko okazywało się trudniejsze, niż na początku zakładaliśmy. wróciłem wcześniej - całujesz mnie w policzek, a jak wtulam się ciebie tak, jak lubię najbardziej.


miesza mi się rzeczywistość rzeczywista z tą w mojej głowie. upajam, upijam się świadomością, że jeszcze kilka nocy i znów będziemy obok. tym razem spokojniej, mamy dużo rzeczy do zrobienia: gotowanie, czytanie, zdjęcia, filmy, zakupy, rozmawianie. więcej czasu. i to chyba będzie w końcu ten raz, kiedy będziesz przytulał, bo będzie bolało.
nie wiem, czy to widzisz, ale dla Ciebie warto się starać. nie robię już nic z tamtych rzeczy, staram się bardzo. zastanawiam się, czy kilka decyzji podjętych pod wpływem chwili może przynieść jakieś konsekwencje w przyszłości. jestem dziwnie spokojna, kiedy o tym myślę. jestem dziwnie spokojna, bo jakoś potrafię sobie wyobrazić, bo wierzę, że cokolwiek, że jeśli nawet jakimś cudem, to nie będzie tak źle i nie będzie najgorzej. że ja sobie poradzę, że dla wspólnych celów warto zrezygnować z kilku rzeczy takich tylko dla siebie. póki co obserwuję otoczenie, otoczenie jest chyba zadowolone z podjętych dzieścia i dziesiąt lat temu decyzji. chociaż nie, są wyjątki, o które się martwię. bo przerażają mnie jakieś tam podobieństwa. bo też kiedyś ucieknę. okazuje się, że rodzina, jakkolwiek złe nie byłby z nią relacje i jakkolwiek sama zła by nie była, to jest najpewniejszym, co mam. i że jeżeli już przestaje się liczyć nawet na siebie, to można na nią. i czasem warto docenić to całe dla twojego dobra, bo to najzwyklejsza w świecie troska, o której inni tylko marzą.
mam nowe plany. nie wiem, ile z nich uda wprowadzić mi się w życie. wiem, że będzie ciężko. dobrze chwilowo złapać oddech i wiedzieć na czym się stoi, chociaż w godzinach popołudniowych i późnowieczornych łapią mnie dziwne skurcze w okolicach klatki piersiowej, bardziej na lewo. to pewnie taka fizyczna oznaka niezagojenia jeszcze niefizycznych ran. czas mnie goni, nie mogę czekać z niektórymi rzeczami na odpowiednią chwilę, bo odpowiednie chwile mają to do siebie, że albo nie nadchodzą wcale albo w najmniej odpowiednim momencie. jeśli mówię, to tylko to, co chcę powiedzieć. nic mniej, nic więcej. kącikiem ust się uśmiecham, chociaż to wszystko przede mną to tylko mgła, tysiące kilometrów i jedyna pewna rzecz, której pewność dzieli się na dwa.

portishead w tle, postanawiam, że będziemy się przy tym kochać, kiedy przyjedziesz.



2 komentarze:

  1. próbuję. łapię się czego tylko się da (muzyki, książek, spacerów, gitary), ale mój umysł bez mojej zgody rusza myśli, których nie powinien. jestem poobijany, porozbijany; trochę owinąłem się sznurkiem, jeszcze jestem w całości.
    ale dziękuję za te kilka słów, za małą motywację, aby chwycić się samego siebie mocniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. niesamowicie, ale to niesamowicie uwielbiam Cię czytać.
    nigdy nie wiem, czy to, co akurat czytam, to Twój sen, Twoje życie, Twoje marzenie, Twoje wydawanie się. granice są płynne jak dla mnie, zamazują się, nie umiem odróżnić.
    ciekawe, czy tylko dla mnie.

    OdpowiedzUsuń