9.8.11

358. es muss sein.

i to jest ten dziwny moment, kiedy czuję się trochę jak teresa z nieznośnej lekkości życia.

nie mogę o tym myśleć, bo tracę oddech, nie mogę tracić oddechu, kiedy jestem sama - tylko Ty wiesz jak mi pomóc. kilka dni, kiedy nie musieliśmy się martwić o nic innego niż spanie i jedzenie. czuję się teraz jakbym miała gdzieś jakąś dziurę, jestem jak bez ręki, nie chcę już tego łóżka, to teraz bez znaczenia: nawet sny mam o czekaniu.
Twoja koszula na mnie ciągle jeszcze pachnie Tobą. to wszystko, co mi powiedziałeś, słyszę jeszcze wyraźnie, wystarczy, że zamknę oczy. później przypominam sobie od czego się zaczęło i zaczynam tracić oddech. tak w kółko. nie mogę myśleć.
tylko z Tobą mogę. nie mam więcej złych przeczuć, wiem, co wiedzieć chciałam. moja intuicja jest suką. ale lepiej wiedzieć. tylko z Tobą mogę żyć, tylko przy Tobie czuję się coś warta. nie myśl, że mnie to nie obchodzi, to, że w domu tak jest, nie znaczy, że mnie też to nie obchodzi - sens tych słów jest jak zimna woda. kilkadziesiąt godzin później, kiedy trzymam mocno Twoje nadgarstki i nie chcę puścić, płaczę, bo wiem, że to jest strasznie pojebane i że tak długo, dłużej już nie można. i że nie mogę pozwolić Ci wyjść. że co ja właściwie mówię, nie dotykaj, dotykaj mnie, będę Cię dotykał, nie dotykaj...

to nie był dobry pomysł, przedwczesne zabawy w dorosłych. przyspieszanie pewnych procesów, przeżywanie rzeczy, których nazwy brzmiały tak cudownie obco, jak poezja. wyrzuciłam poezję z życia, została mi już tylko proza. dokładam czasem metafory, które mi później pokazują rogi, szczerzą zęby, mówią: łap mnie, bo pożałujesz. zabawy w dorosłych odbierają za dużo, to nieprawda co mówią: życie wcale nie jest później łatwiejsze, przejście z zabawy w rzeczywistość jest podwójnie bolesne i głębiej wbijają się te obrzędowe noże, obdzierając ze skóry pełnej złudzeń. nic mnie teraz nie chroni, zostało mi kilka miesięcy. wiem gdzie są drzwi i wiem co jest moje. kilka książek i płyt, zeszyty pełne atramentowych łez, które wylądują w pierwszym lepszym koszu, ubrania i buty, bez których doskonale bym sobie poradziła. od dzisiaj daję sobie rok na zdecydowanie kim chcę być. znaleźć w końcu jakiś punkt zaczepienia, który doprowadzi mnie do tego, czego pragnę najbardziej. własnego życia. samodzielności. wolności w takim zakresie, na jaki ja sama się zdecyduję, podejmując taką, a nie inną pracę. postaram się. powodów jest więcej. Ty wiesz o wszystkich, bo wiesz jak tutaj jest. i że wakacje to najgorsze, co może być, bo to właściwie nie są wakacje, to wpadanie w rutynę, stawianie murów, zobojętnianie na ludzi, których kocha się najbardziej, bo nie może się z nimi wytrzymać.
rok. dwanaście miesięcy. trzysta sześćdziesiąt pięć dni, które musimy przetrzymać. dni, które będą czekaniem. będziemy się starać. tak.

najczulsze gesty świata: ocieranie łez z twarzy, zakładanie mi piżamy, ratowanie życia.

4 komentarze:

  1. proza życia to jedno wielkie czekanie, koszule zawsze długo pachną, a wspomnienia sprawiają, że trudniej się oddycha.

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem, że nie powinienem, to brzmi egoistycznie i banalnie. ale co poradzę, że dziś jest jednym z tych dni, kiedy każdą komórką odczuwam samotność (a raczej Jej nieobecność, przecież to nie to samo). tak jakby się na mnie uwzięło.

    OdpowiedzUsuń
  3. lepiej jest za wcześnie niż za późno. Bo kiedy za wcześnie, ma się chociaż znikomą szansę nauczyć się czegoś na własnych błędach.
    "później przypominam sobie, od czego się zaczęło i zaczynam tracić oddech"...
    ...

    OdpowiedzUsuń
  4. wydaje mi się to jakimś epilogiem, klamrą. wnioski z 'przedwczesnych zabaw w dorosłych'.
    oby to jednak nie był rozdział końcowy.

    OdpowiedzUsuń