19.10.11

365. kiedyś.

kiedyś ucieknę, to już przesądzone. ucieknę, bo mnie nie trzymasz. bo się mnie nie trzyma wystarczająco mocno. nie bywam i nie jestem w miejscach, w których się mnie nie chce (chyba, że chodzi o cudze serca: stamtąd musiano wydrapywać mnie, pokazywać później ręce całe z krwi), nie mogę więc dłużej zostać.
kiedyś ucieknę, bo nie ma miejsca dla mnie, bo nie wiem, jakie miejsce mogłoby miejscem dla mnie być. czasem niewiedza jest lepsza, lecz w tym wypadku jest tylko kolejnym ciężarem ciągnącym w dół. spadam, łamię sobie wszystkie kości o to milczenie, o ten wieczny wrzask. jestem tylko zwiniętą pod kołdrą potrzebą samotności.
kiedyś ucieknę, bo coraz częściej przekonuję się, że ta cała dorosłość i odpowiedzialność to tylko samotne radzenie sobie z problemami. coraz większy wstyd, kiedy szlocha się w słuchawkę, bo się boi tak bardzo, że nie wie się co zrobić. każda próba posunięcia się do przodu jest tylko ruchem przewracającym ten domek z kart, każde nierozsądnie wypuszczone z ust słowo jest jak podmuch wiatru, który może wszystko zniszczyć.
(...)

3 komentarze:

  1. kolejny raz płacze mi się przed Twoimi słowami.
    Przykro mi ogromnie, bo wiem, że nie wszędzie są miejsca, w których się Ciebie nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  2. a przecież i tak ucieka się zawsze od siebie, i dlatego nie da się uciec nigdy. Seneka.
    i tak, odpowiedzialność jest tylko inna nazwą samotności, a dorosłość sprowadza się do braku wiary w to, że może być chociaż trochę piękniej, prawdziwiej do szpiku serca.
    może nie pocieszyłam, ale nie jestem od pocieszania.

    OdpowiedzUsuń