17.1.12

375. the blower's daughter

w końcu wiesz, co ci dolega. powinnaś się cieszyć. trochę życia ci jeszcze zostało. podwójne trochę. zamiast tego masz ochotę utonąć inaczej niż tylko we łzach, więc stoisz nad wodą, nie tą wielką, o której wiesz, że tam, na północy, jest jedyną pewną i stałą rzeczą, ale jednak - nad wodą. ile w tobie z szaleństwa ofelii, żeby kończyć  jak ona? bardziej przypominasz teresę z twojej ulubionej książki kundery. nawet sny masz jak ona. jedyne czego chcesz, to mieć kogo trzymać za rękę przy zasypianiu, ale zamiast tego rano okazuje się, że krzyczałaś przez sen, a na wąskim materacu i tak jest za dużo miejsca. przypominają ci się te wszystkie wiersze, które kiedyś czytałaś. wiersze o czekaniu, boleniu, niewystarczaniu. teraz mogłabyś być każdym z nich, ale znajdujesz sobie lepszy sposób - piszesz swój własny wiersz. każde dźgnięcie szpilką pod paznokciem jest nowym wersem. grymas bólu na twarzy to póki co najlepsza metafora na jaką cię stać.
w końcu wiesz co ci dolega. o tym powinnaś myśleć, o tej fizyczności, która cię tak przeraża, o tych zmianach. tragizujesz niepotrzebnie, a wystarczyło przecież się zaszczepić w odpowiednim czasie, znieczulić na emocje i byłabyś teraz czystym spokojem zamiast czystą wściekłością, wrzaskiem chowanym w ciszy.
chciałam ci powiedzieć więcej, ale patrzę jak przeżuwasz, przegryzasz słowo przyjaciółmi (tyle ci zostało z tego zdania) i pewnie zaraz ledwo połkniesz, to zwymiotujesz, zrzygasz się tym, bo wszystko co miałaś za czyste i nieskalane okazuje się być dokładnie odwrotne.

1 komentarz:

  1. przejdziesz to. kiedys zatrzymasz sie, spojrzysz wstecz i odetchniesz. ze spokojem.

    OdpowiedzUsuń