8.2.12

378.anyway.

wszyscy albo o spaniu albo o śnieniu. nie jest najlepiej, kiedy preparujesz sobie sny małymi tabletkami. budzisz się zmęczona, ale wyspana. niespokojna.
długo przed snem przychodzi przeszłość i nie puszcza. trzyma kurczowo dłonie i przeprasza. to tylko dziewięćdziesiąt minut pomiędzy jednym a drugim pociągiem, które miałam na wybaczenie. nie zdążyłam. to - podobno - była ostatnia próba. i jeśli ja jestem tak zimna i bez wyrazu jak moja twarz przez te dziewięćdziesiąt minut, to wiesz, mała, tak się chyba kończą wszystkie te historie. naprawdę zawsze chciałam być ciepła i dobra. ale ile razy można być wodą, w której pozostawia się cały brud, i pozostać czystą? nie jestem rzeką. jestem wodą.ograniczoną ciałem. lepiej dla mnie, gdybym zamarzła - stałoby się później na lodzie i próbowało dojrzeć czy tam, w środku, coś jeszcze jest. a jeśli jest, to czy warto przykładać do tego serce. może ktoś zechciałby się starać.
nie jestem która wszystko zniesie. nie jestem z którą się rozmawia. tak łatwo przywyka się do mówienia mi o skutkach i do przepraszania. miałam dziewięćdziesiąt minut i kilka lat, ale to nie jest takie proste. jedni mówią, że można coś wybaczyć, ale nie zapomnieć tego. ja jestem odwrotna: zapominam, nie wybaczam. muszę mieć jakiś błąd w DNA.
mój czas tutaj się kończy. nie można się bawić w dorosłych, nawet jeśli to tylko przykrywka. zabawy nie są zabawami, jeśli się rani nie tylko fizycznie (nadal mam siniaki na udach). nie ma we mnie teraz żadnych szarpiących emocji, bo nie szukam bodźców. nie słucham muzyki, nie piję kawy, nie czytam i nie oglądam. myślę za dużo,a  to do niczego nie prowadzi.
bowiem naprawdę okazuje się, że myślenie nie prowadzi. żadne dobre i złe rzeczy z tego myślenia nie wynikły.i - najprawdopodobniej - nie wynikną. cały czas chodzi o działanie. a ja tutaj bawię się w dorosłych, w stagnację, w ucieczki. od nadmiaru nie mam chęci. kolejnym etapem okazują się być zaproszenia na wódkę, które dla odmiany powinnam zacząć przyjmować, bo to może jednak jakiś postęp. za mniej niż trzydzieści dni stąd zniknę i to także powinien być postęp - a jeśli nie postęp to chociaż nowy rozdział, który też jest bardzo potrzebny. bo to już nie jest nasz początek, to nasz koniec, bo odwracasz się do mnie plecami w nocy i wcale nie chodzi tu tylko o powietrze i problemy z oddychaniem.

10 komentarzy:

  1. powinnaś wziąć się w garść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze nie teraz.

      (uparty jesteś)

      Usuń
  2. nie znikaj. pusto będzie bez Ciebie.
    (ale kim ja jestem, by decydować za kogoś?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat Twoje zdanie może być jeszcze brane pod uwagę, wiesz.

      Usuń
    2. to raczej była refleksja ogólna. tak naprawdę nigdy nie powinno się decydować za kogoś, bo nie jesteśmy tym kimś, nie mamy jego spojrzenia na sytuację i tak dalej. ale im pójdę dalej w tej kwestii, tym bardziej popadnę w bełkot, a nie lubię tego.
      chyba każdy jest uszkodzony na poziomie DNA, pewnie dlatego wszyscy się różnimy. nosimy wewnątrz siebie jakieś dziwne zlepki wszystkiego i uznajemy to za osobowość.
      (i mimo wszystko popadam w dziwne stwierdzenia, niedobrze)

      Usuń
    3. to nie żaden bełkot, ale pomyśl - o ile wygodniej czasem byłoby, gdyby ktoś zdecydował za nas w jednej z tych sytuacji, kiedy my widzimy tylko opcję 'nie wiem'.
      co do uszkodzeń na poziomie DNA - to naprawdę nie moja działka, nie znam się na takich rzeczach, not good enough, ale jeśli jestem połączeniem tak dwóch różnych charakterów jak te moich rodziców, to coś naprawdę musiało nie wyjść. i już.

      Usuń
    4. byłoby wygodniej, ale czy lepiej? czasem musimy sami wybrać mniejsze zło. ale może jednak masz rację, może lepszym wyjściem z niektórych sytuacji byłaby czyjaś decyzja.
      też się na tym nie znam, umysł ze mnie raczej humanistyczny, gdybam bardziej, niż stwierdzam na serio. jednak w mojej głowie naprawdę kształtuje się myśl, że w każdym człowieku jest jakiś błąd na tym długim DNA. to zbyt skomplikowane jest, aby wszystko u wszystkich było ok. no i poza tym jest jakieś uzasadnienie na błędy i porażki - to przez to, że mi DNA nie do końca się udało.

      Usuń
    5. to rzeczywiście dobre usprawiedliwienie życia: błąd w DNA. ale to oznacza tylko tyle, że błąd tkwi w nas.
      więc w podsumowaniu nie wygląda to za dobrze.

      (mam nastrój jakbym się alkoholizowała - do rozmyślań)

      Usuń
    6. jeśli wszyscy mają błąd, to błąd tkwi w samym mechaniźmie życia, relacji międzyludzkich, ufności i tak dalej. przecież sam Morrissey śpiewał 'give up life as a bad mistake'.
      (u mnie na rozmyślania przychodzi głównie czas wieczorem, może dlatego ciągle jestem niewyspany)

      Usuń