20.2.12

382. reagowanie.

okazuje się, że na bodźce należy reagować. szczególnie wtedy, kiedy wie się, że nie ma nic do stracenia. są przebłyski: piękne dłonie, dobre szepty, dym z papierosa jednego, drugiego (takie jak ty nie rzucają, no przecież), są jakieś słodkie powiedzmy, są przypadkowe rozmowy  (w takim razie nie powiem nic nowego, jeśli zauważę, że ma pani samobójczą wręcz skłonność do powierzania swojego życia ludziom, którzy kompletnie nie wiedzą co z nim zrobić), jest strach w nadmiarze i trochę przytłaczająca lekkość (nie chodzę gdzie mnie nie chcą) a więc - wolność.
okazuje się, że można przywyknąć do takich opuszczeń jak to, którym jestem darzona; zdelikatnieć pod wpływem bezdotyku - skruszeć, skruszyć się z u p e ł n i e, z niefizyczności zbudować skorupę twardą. złagodnieć, pozwolić się przykryć niematerialności ciężkiej, ciążącej i przełamywać się, by pozbyć się tego, co w środku (bo to jest tak, że ja tutaj, w klatce piersiowej, czuję, że mam lodowiec. widać tego tylko troszeczkę, niedobra twarz, uciekanie, a wszystko przecież sięga głębiej. spróbujesz dotrzeć nie od tej strony co trzeba, to się rozbijesz).
co do smutku: chodzi tylko o życie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz