4.3.12

387. kupiłam sznur.

jakie to niedobre, że śpię ciągle w tej męskiej koszulce koloru mięty, na regale są książki, których nie jestem właścicielką, a na komodzie foto i k mag z listopada. nie wspominając o płycie, którą dostałam w prezencie, a okazała się być niedobrą wróżbą i butelkach po ballantine'sie i jednej z  wódką. z niedobrych rzeczy są jeszcze zapalniczki, przypinki, zdjęcia i kadzidełko (kwiecień 2010 zrobił ze mnie na długi czas najszczęśliwszą osobę na świecie, a w katowicach na specjalnej ławce czyta się żulczyka i płacze i tęskni; w katowicach przebudowa dworca i rynku - złap mnie za rękę i pocałunki). z tym kadzidełkiem to jest dziwna rzecz - za każdym razem się o nim zapomniało, a teraz został jakiś namacalny dowód, że magia była. w biurku notatki, w komputerze pliki o nazwie bułgaria (jak dobrze, że symbolem nowego jest i nowy dysk). w kuchni oregano, które mama kupiła z myślą o jednej osobie, w szufladzie nowa szczoteczka do zębów i waniliowe masło do ciała, które tak bardzo kojarzy się z sierpniem. mogłabym chodzić po całym domu i zbierać te rzeczy do wielkiego pudła, wyrzucić albo odesłać, ale przeszłości nie należy się pozbywać, szczególnie wtedy, kiedy była cudowna. kontrastuję to sobie z teraźniejszością, z kobietami, które myślą, że będziesz ich, z mężczyznami, którzy chcą tylko mojego ciała - dwa lata to bardzo dużo, a wspomnienia, które zostały z tamtego czasu (sierpień 2010, sierpień 2011), cała ta pierwszość to bagaż doświadczeń, który nosi się samemu i który ciąży, zajmuje miejsce, kiedy chce się je zrobić komuś innemu. można to wyciszyć, ale kiedy ludzie osiągają stan symbiozy idealnej w tych kilku momentach, to wyrzucić tego nie można. i tak naprawdę, jeśli się uderzyło raz mocno i celnie, nawet jeśli będą mówić mi, że mało wiem, że tyle ludzi na mnie jeszcze czeka, to jest wzór dłoni i bioder, którego się będzie szukać, a smak ostateczny się zepsuje - nawet jeśli nie w chwili trwającej, to w tej następnej, kiedy się porówna. będzie dokładnie tak, jak pisze o tym vith: Gdy teraz na nią patrzę to myślę, że mi ciebie przypomina - to straszne, zupełnie przerażające. Ona mi się nie podoba - ty mi się podobasz i dlatego gdy widzę jej twarz, tak jak setki innych twarzy, jak dziesiątki uśmiechów - widzę ciebie, ciebie, ciebie, choć bóg mi świadkiem, że to straszne. nawet kiedy już nie można i się nie chce siebie nawzajem, to ten odbity w środku wzór zostaje. nie można się rozłączyć, jeśli się już raz połączyło tak mocno. i to jest albo przekleństwo albo jedna z tych najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek miały szansę się przytrafić - nawet jeśli ostatecznie psuje się przyjaźń, psuje się siebie, to świadomość, że ktoś odkrył kobiecość, pomógł wydobyć to dobro, pokazał  bliskość, to ta świadomość jest nadzwyczaj piękna. jeśli okupiona bólem i cierpieniem - tym lepiej, bo przecież bardziej prawdziwa. kiedy przypominam sobie o dniach strachu, że tam w środku nie byłam sama, to się uśmiecham. chociaż i tak chce mi się płakać, bo już nigdy nie będę miała jakichkolwiek podstaw, by tak myśleć. przestałam chcieć wyrzucać, postanowiłam zacząć wyciszać. kiedyś nauczę się być dobrą dla siebie, sama znajdę w sobie to ciepło i pomyślę, że można być szczęśliwym. nauczę się walczyć sama z sobą, tak jak walczono ze mną. sama o siebie zacznę się martwić. nie mam innych wyjść oprócz tego albo bezkresnej wody, która mnie woła. to są te dwa pudełka: puste i pełne, ryzyko i brak, coś i nic, a na końcu wszystkiego przecież i tak te same drzwi. wierzę w te wszystkie przypadki, w szepty na ucho,  w to follow, w dream about me
a co jeśli brzmi w głowie a co jeśli się będzie szukać i zamiast czegoś nowego znajdzie się to samo dokładnie to samo dna ten sam głos
a co jeśli znajdzie się coś zupełnie innego co zaczaruje i uczyni nieważnymi wszystkie te słowa powyżej
a co jeśli się nie znajdzie niczego dobrego już i co jeśli wszystko będzie tak bardzo zamiast jak jest teraz

potrzebuję papierosa więc wychodzę w kieszeni mam kartkę ze szpitala zapalam papierosa moje płuca wyglądają jak złościłam się wtedy pamiętam można zmartwieć od tego urywanego oddechu nikt nie martwił się lepiej i mocniej niż ja

powinnam być Twoją ulubioną prozą.

4 komentarze:

  1. następnym razem jak będziesz mieć ballantine'sa, to możesz mnie zaprosić.
    po niektórych zostają nam zdjęcia (po jednych wirtualne, po innych te namacalne), po jeszcze innych co najwyżej długopis.

    wspominasz o symbiozie idealnej i mam nawroty, mam retrospekcje tego wszystkiego, czego mieć już nigdy nie będę. czas na smutne piosenki. Ty się odnajdujesz w moich słowach, a ja w Twoich. może faktycznie Zwykły Dzień, last i zupa to nie był żaden przypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaproszę Ciebie albo się z nim wproszę.
      przypadki są nieprzypadkowe, wiesz o tym. nie wierzę w żadną przypadkowość.

      Usuń
    2. och, jestem baaaardzo za.
      wiem, wiem. u mnie to bywa zależne od nastawienia do świata w danym momencie, lecz najczęściej jednak też sądzę, że wszystko jest w pewnym stopniu poukładane w bardzo, bardzo dziwny sposób.

      Usuń
  2. to uczucie, kiedy czytasz cudze słowa i słyszysz jego głos w głowie, lubię.

    OdpowiedzUsuń