9.9.12

389. wracanie


4.05.2012
państwo von kleist
centralny punkt miasta. mnie.Ty. zmieniłam miejsce zamieszkania, wróciłam do Domu - znajdzie się mnie teraz pomiędzy dwoma chudymi ramionami, w klatce piersiowej, w żyłach. rzucam to wszystko co miałam za murem z bramą ciężką, żelazną,  na rzecz kilku słów, spokojnych oddechów nocą, dotyków (brzuch, twarz), nie odliczam dla uspokojenia się from one to six hundred kilometerstylko znowu się zespalam i nie jestem tylko sobą, jestem też Tobą. szaleństwem małym jest świadomość, jak bardzo między jednym a drugim ciałem nie ma granic, kiedy się je zwyczajnie przekroczy. teraz, kiedy wiemy, że jedną z naszych zalet jest naturalność (nie muszę się do Ciebie przyzwyczajać, mam Cię w krwiobiegu od początków), nie muszę się obawiać - nigdy nie chcieliśmy tak jak teraz, patrz: znowu zniszczyliśmy siebie, małą wspólność, a jednak mówię Ci: będziesz miał słone te kanapki. na stacji o godzinie 17:50 dowiaduję się co tak naprawdę tutaj i teraz robisz, to jest spokój podobny do tego, kiedy siedzimy w kuchni i pijemy kawę albo podobny do tego spokoju tuż po, kiedy mogę się wtulić i pobierać ciepło.

jestem teraz wybita. mój rytm, Twój rytm, wreszcie - nasz, a teraz? teraz mam nic, momenty, kiedy wtulam się w poduszkę i tak - pachnie Tobą, istniało, to nie ta iluzja śmiertelna ze snów o traceniu. niezupełnie łatwo jest powstrzymać się czasem i nie powiedzieć albo ukryć stanowczo za szybkie, za głośne bicie serca. trzeba takich rzeczy jak czas, dotyk, jak słowa, wreszcie - jak cisza. z powodu tych-tamtych niemożliwych stanów oboje mamy łzy w oczach - ale to dobrze, że minęło, że jest jeszcze jedna szansa i kiedy płaczę nad wisłą to przecież jestem takim Twoim małym ecikiem, a ta wielka rzeka za mną jeszcze bardziej potęguje wrażenie mojej kruchości. jeśli tym razem nie zaciśniemy zębów dostatecznie mocno, to później już nic - do końca rozdziału pozostało nam niewiele stron, jesteśmy ograniczeni ilością znaków, starannie należy więc dobierać słowa i nie pozwolić sobie nawzajem upaść jak i tym razem. pewne zdarzenia nie są niczyją winą - wcale nie jesteśmy na tyle dorośli i odpowiedzialni, by wystarczająco dobrze udźwignąć ten-tamten ciężar. jeszcze nie czas i tak należy to sobie tłumaczyć. może to tylko taka przyszłościowa nauczka, że konsekwencje potrafią dopaść i że jedyne co należy, co można zrobić, to przyjąć je bez zbędnych krzyków, bez emocji, bo przecież się należą.
jestem teraz dla siebie i dla Ciebie, jestem z Tobą, a wy udławcie się zawiłością.

9.05.2012
down by the water

to samo przychodzi. jeden, drugi, trzeci artykuł w gazecie, newsweek, później wysokie obcasy w internecie, siedzę w kuchni przy kawie obładowana książkami i płaczę. a raczej: próbuję nie płakać. śmiesznie to wygląda pewnie, jak tak mrugam i się krzywię, macham tymi rzęsami, huragany na wysokości oczu.
wodospady.
to wszystko wina ciała. ciało jest niewierne, ciało jest okrutne. bierze, daje, odbiera bez konsultacji ze mną, bez jednego chociaż pytania. to jest fakt z którym należy się pogodzić, ale chyba nie potrafię, chyba nie chcę. chyba chciałabym jeszcze raz, chociaż dopiero teraz sobie uświadamiam, ile to zmian, ile to wyrzeczeń i cierpień.
ile odpowiedzialności.
z potrzeb chwilowych, ale kontynuowanych mimo wszystko: ramiona obejmujące mnie. i wszystko będzie dobrze w momencie zalewania się łzami. chciałabym móc się z tego wytłumaczyć.

13.05.2012
***
stan permanentny to czekanie. można umrzeć na nieodebrany telefon albo rozładowaną baterię, dobrze o tym wiesz. gdzieś tam od środka przybieram kolor szaleństwa, cichej śmierci z niedoboru albo/i przedawkowania substytutów. ileż się można tak duchowo zapychać tanim kiczem, romantyzmem, dobrym wierszem albo muzyką, kiedy czasem - nawet jeśli brzmi to wulgarnie - potrzeba mi zapchać się Tobą. masz być na każdym centymetrze, masz mnie ograniczać sobą, wtedy poczuję wszechdobroć i uspokoję się na tydzień albo i dwa. czasem chce mi się oszaleć: chce mi się krzyczeć, rwać włosy z głowy, tupać, szlochać wściekle, bezsilnie i wściekle, bo mam dosyć tego pustego w połowie łóżka, tego domu bez Ciebie, poranków, popołudni, wieczorów - trzyma mnie tylko to, że wytrzymaliśmy już tyle, że spierdoliliśmy i że naprawiliśmy to wszystko, że te parę miesięcy to jest nic w porównaniu do tego, co mamy już za sobą.

16.05.2012
nienie

na-wracanie się (na kogoś, na siebie)
do siebie. 

17.05.2012
wstrętymenty

(zwijam się z bólu, zwijam się  na materacu za dużym jak na jedno ciało mieszczące się w ubrania w rozmiarze 34/36 i ważące 52kg, puszczam bowie'go za głośno (och, davidzie, sprzedałam świat)
nawet nie chcę już dzisiaj czekać, rozleniwiłam swoją tęsknotę, wtęskniam się w ten niebyt
wstręcieję od nadmiaru, z-nie-cierp-liwiam się na Ciebie)


19.05.2012***
nie wiem jak to się stało, że piąty maj, że trzynasty, że taki spokój wtedy i że nie pamiętałam, że mi się nie skojarzyło i sobie nie przypomniałam. cieszę się z tego bardzo, bo to zawsze jakiś krok do przodu i postęp, argument potwierdzający moje ale mnie to już nie obchodzi. od lutego stan permanentnego zawieszenia, który niedawno rozmył się i na jego miejsce mam cudowną obojętność, beztroskę wspomnieniową. obijam się o łóżka i później myślę, że to wszystko co później tylko potwierdza moje w tym wszystkim miejsce. za tydzień o tej porze będę w miejscu w którym być powinnam. i jeżeli zapominanie oznacza wolność, to chcę. 

30.05.2012
o królowej
nawet nie przypuszczałam, że marcowe rozmowy mogą zacząć odbijać się niezręczną czkawką, że będą zamykaniem się w pokojach, unikaniem, modlitwą o niespotkanie i zdawkowym cześć, szybką ucieczką do samochodu.

nie chcę żeby wiedział.

10.06.2012
zmęczenie
siedzę w kuchni z zimną kawą i laptopem, zadaniem na wok i nie mogę, zwyczajnie nie mogę
niedobra świadomość, że dzisiaj i wczoraj i przedwczoraj to jedno wielkie nic, to na nic, to wszystko to nic
radioheadowe nude, nie pamiętam kiedy ostatnio yorke zrobił mi ciary na plecach, ale przy don't get any big ideas /they're not going to happen chce mi się tak niemiłosiernie wyć, no bo przecież jestem już skończona, bo nie potrafię nawet myśleć z emocjonalnym zabarwieniem o tym człowieku, bo czuję się zniszczona, pusta w środku, dotknij a złamiesz, dotknij, no już, dotknij
nie dotykaj.

12.06.2012
przy-chodzenie.
 jestem kwadratowym przepraszam. przemogłam się w końcu i powiedziałam, a teraz chce mi się chować, chce mi się wtapiać i nie oddychać, żebyś tylko mógł być spokojny.
jak policzek była  świadomość, że to nie jest zabawa, że to jest życie i że nagle okazuje się, że jesteśmy bliżej niż dalej końca tego rozdziału. plany stają się bardziej namacalne, kilka-naście miesięcy i będziemy mieli wszystko nowe, inne, nasze. wiesz dobrze, że jestem przerażona, że to już chyba jest to miejsce z którego się nie wraca - tym bardziej jestem przerażona, że czuję, że już nie chcę wracać, że znacznie lepiej iść i oddychać spokojnie obok i przy. nie mogę pozbyć się lęku, że ta pewność jest zwodnicza, że najpewniej coś spadnie mi na głowę i zepsuje mnie, że to już niedługo, bo ostatnio jest mi zwyczajnie dobrze. poza tym to co zawsze: nie wystarczam i nie jestem za dobra, nie potrafię gotować i nie wyglądam za dobrze w tej białej sukience, która wisi w mojej szafie, chociaż mówisz, że jest inaczej.
wszystkiego się dopiero przy Tobie tak bardzo uczę.

15.06.2012
dwuznaczność

należy się przyznać - to wszystko to mój własny house of cards, razem z tym całym i don't wanna be your friend/ i just wanna be your lover i moją osobą jako kartą, o której nikt nie wie, że to ta, która wszystko zburzy. samoświadomość obezwładnia i w tym przypadku, myślę więc - po co się starać, zagryzać zęby, kiedy to wszystko jest takie kruche, boleśnie kruche, zbudowane na najkruchszym z możliwych materiałów - na mnie.
odwracam moją metaforyczną głowę i za sobą widzę ostatnie kilkanaście miesięcy - coś jakby burza i miejscowe przejaśnienia, nieustanny deszcz bębniący o dach, bezdechy, akcja serca wstrzymywana w regularnych odstępach czasu - co każde czuję się dobrze - widzę to wszystko i nagle mam łzy, a wszystko tak cicho, policzki, szyja, łzy po twarzy w dół, ja cała - w dół.
chyba znowu zamiast wracać to uciekam - muzyka, książki, sweter, jeden kąt w moim pokoju - wcale nie chcę być sama, ale chcę.

28.06.2012
***
potykam się o Twoją nieobecność

27.07.2012
angels
and everyday /i am learning about you / the things that no one else sees
my to wszystko co mamy.





3 komentarze: