13.9.12

390. żegnanie się.

koniec sierpnia, ustalamy rodzinnie, że jeśli pojadę do miasta g., to koniecznie muszę odwiedzić. nie pojechałam, nie odwiedziłam, za to od dawna gościem był już tam rak. ani słowa skargi, zawsze tylko ten życzliwy uśmiech, o którym wszyscy tyle dzisiaj mówili. nie wiem dlaczego w takich momentach zamiast myśleć o odchodzących, myśli się więcej o sobie. z rachunku sumienia wychodzi jednoznacznie: chyba jest mi wstyd za siebie, bo nie mam w sobie takiej pokory, jaką chciałabym mieć i takiej wiary. także w to, że wiecznego odejścia nie należy się bać.
główną ideą umierania jest chyba to, że poprzez śmierć uświadamia się innym własne znaczenie. i nie ma w tym nic odkrywczego - oprócz tej świadomości właśnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz