2.12.12

403. i'll walk you up, what time's the bus come?

przecież w życiu zajdę wysoko. na ósme piętro. i później lekko spadnę w dół.
dzisiaj o godzinie 7:25 wstałam z łóżka z kawałkiem arctic monkeys w głowie i pomyślałam, że moje życie jest takie jak tej dziewczyny z klipu - ciągle wchodzę na dach wysokiego budynku, zrzucam but na chodnik i liczę na to, że mnie ktoś uratuje. szkoda tylko, że całe to ratowanie rozgrywa się ostatecznie gdzieś pomiędzy uninvited alanis a  let's go to bed the cure (niedziela, 9:51) i przynosi więcej szkód niż ukojenia, a kończy się tak samo - poczuciem winy, które przychodzi o rok za późno i pustką tak wielką, że zmieścisz w niej i siebie i mnie.

1 komentarz:

  1. Myśli o spadaniu bywają bardzo przyjemne, ale gdy zdarza się ono naprawdę, gdzieś pomiędzy piątym, a czwartym piętrem, człowiek zdaje sobie sprawę, że chciałby je zatrzymać, ale nic już nie jest w stanie zrobić i potem zostaje wrakiem, roztrzaskanym na betonie ludzkiej obojętności.
    Więc może lepiej nie marzyć, zostać w półśnie, w fotelu, w łóżku, w tramwaju... Poczekać, aż realność uderzy w tętnice. A zawsze uderza - prędzej czy później, a najpewniej w zupełnie niespodziewanym momencie.

    OdpowiedzUsuń