14.12.12

406. distance of the modern hearts.

w mieście k. czuję się niewygodnie i źle. na stawowej widzimy z p. wysokiego mężczyznę w czarnym płaszczu. nawet włosy te same - mówię i zaczynam nad tym płakać dwadzieścia minut później w autobusie. wcześniej - przechodzimy obok siedziby radia katowice, mówię jej, że między drugim a trzecim drzewem, że tam. i miałam białą sukienkę.
jeszcze wcześniej, w jej mieszkaniu, ona mówi eta, wiesz co będzie. obie to wiemy. dlatego niczego nie ruszam. nie jestem w stanie oglądać żadnych zdjęć. chyba bym się rozpadła.
z gorączką wracam do domu, w tg stoję dokładnie dwadzieścia siedem minut na mrozie i czekam na Ta., który jednak się nade mną zlitował i postanowił przyjechać. całą drogę przesypiam i śni mi się, że tamten mężczyzna miał jednak inną, czyjąś twarz. i tak bardzo mnie boli, bo zupełnie nie wiem, co jeśli i co gdyby.
transfery ciepła, które dostaję przez smsy mnie przerażają. zastanawiam się w którym momencie się złamię albo kiedy ucieknę. jasne, powinnam być szczęśliwa, ale czyim kosztem? szczególnie że w klatce piersiowej mam kamień i lód.

1 komentarz:

  1. kiedyś miało się dokąd pójść, jechać. teraz nie ma nic.

    OdpowiedzUsuń