30.12.12

411. asleep.

the smiths to przecież the best break up band ever, więc w godzinach nocnych leżymy na materacu i słuchamy smithsów. gdzieś tam chłopiec, którego się miało za całe życie, dotyka innej dziewczyny i już o mnie nie pamięta. innemu w tej samej chwili się śnię. o jeszcze innym sama myślę, jest przecież prawie pierwsza w nocy, powinien być gdzieś w pobliżu miasta cz. jest to myślenie w granicach niemożliwości, bo przecież zawsze istniał jakby nie istniejąc wcale, a okazuje się, że tak łatwo jest się z nim umówić w którymś z miast na k.
ostatni tydzień to trudne rozmowy, pijane mejle, suche żarty, piwo, siniaki na nadgarstkach, telefony szaleńczo walące w klatce piersiowej, transmisje czułości i ciepła, które przychodzą połowicznie (druga połowa wytraca się podczas przesyłu).
dzisiaj chyba wylała się we mnie jakaś gorycz - zamiast telefonu, którego się obawiałam, króciutki mejl. treściwy, smutny. to może być to, mała, to tylko dwadzieścia kilometrów, to jakby już być. odpisałam równie krótko, równie smutno. wszystko ma koniec, wszystko. nie chcę.
wcześniej bardzo dużo niedobrego milczenia, rozwiewanie złudzeń, to jest dopiero gorycz w której można się utopić- mówię mu. mogłabym się utopić jak buckley w dopływie missisipi, równie przypadkowo, niemożliwie, równie nagle i smutno. pozostawiłabym po sobie parę plików na komputerze, notatki w czarnym kalendarzu i zeszycie z czarno-białym zdjęciem. słowa-klucze to: dworzec, pociąg, ucieczka, świadomość, kobiecość, smutek, kilka męskich imion, kilka miast.
mówi straciłem twoje zaufanie, mówię: nie pamiętam już kto je miał, więc pociesz się, przecież nie traci się czegoś, czego się nie ma.
gorycz, gorzkość, a poza tym: wszystko jest pozą, wszystko oprócz bezsilności, którą mam gdzieś tam głęboko, nie powiem, że można zobaczyć to w moich oczach, bardziej zauważysz to, kiedy odpalam papierosa i zapalniczka nie działa albo wyobrazisz sobie jak w święta siedzę przy stole i słucham czegoś, czego bardzo nie chcę, bo to jak rozcinanie skóry, jak podpalanie pięt i w plecy nóż. wszystkie najgorsze rzeczy, a jedyne na co mnie stać, to wstać i wyjść do drugiego pokoju, gdzie i tak nadal słychać.
zniszczyłeś mi ten rok, kochanie czytam siebie sprzed kilku miesięcy i jest mi trochę przykro, trochę bardziej się boję, że to miejsce w którym jestem to jednak to samo miejsce, w którym byłam dziesięć miesięcy temu. może tylko bez desperackich prób dotyku, dzielenia łóżka, głośnych krzyków rozpaczy, za to z większą świadomością, że zawsze znajdzie się ktoś, kto potrzyma włosy, przełączy piosenkę albo rzuci suchym żartem. siebie mam tak blisko, trzeba tylko trochę się sobą zająć, znaleźć się gdzieś pod tym całym poczuciem winy, kompleksem niewystarczalności, znaleźć gdzieś tam kobietę, którą podobno miałam w geście, nigdy w głosie, ale miałam, ktoś ją we mnie widział.
tak mnie boli to the smiths, wyślij mi poduszkę, no wiesz, tę, na której śpisz. śnisz. znam swoje szczęście, wiem, że już nigdy się nie zobaczymy. don't feel bad for me. 

1 komentarz:

  1. Kto zawinił bardziej? nie można nigdy żałować swoich decyzji. nie możesz myśleć, że to była Twoja wina.

    OdpowiedzUsuń