20.3.13

423. porządkowanie part1

13.10.2012
gdzieś tam, w głębi, we mnie jest głęboko zakorzeniony strach. jak łatwo go przykryć warstwami codzienności, jak łatwo o nim zapomnieć uświadamiam sobie dopiero wtedy, kiedy z mocą erupcji wulkanicznej wybucha. jest wtedy wszystkim jednocześnie: smutkiem, zwątpieniem, złością, niezrozumieniem, brakiem, złą tęsknotą. to ten pękający od nadmiaru pęcherzyk z czernią, o którym kiedyś pisałam. toksyna. strach, to śmieszne, ale chyba strachu boję się najbardziej. strachu będącego wątpliwością, że cokolwiek będzie jeszcze czyste i dobre, chociaż wystarczy wziąć do ręki telefon i zadzwonić, żeby się przekonać, że dobro jest.
chwieję się nad przepaścią. wystarczy najlżejszy podmuch niechęci, żebym spadła. jestem skrajnością nad przepaścią, bo tak bardzo chcę tutaj być, tak bardzo, że aż nie mogę. robię plany: kiedy przyjadę, co przeczytam, co sobie kupię i co zrobię. co napiszę - także. z drugiej jednak strony, kiedy na to popatrzę, to wiem, że będzie ciężko i to ciężko nie będzie tylko kwestią pieniędzy czy czasu, przede wszystkim będzie kwestią mojego samozaparcia, mobilizacji, ambicji, których posiadanie waha się pomiędzy zerem a minus jeden. trochę jakby przytłoczyła mnie jesień - po ostatnich zakupach mam same czarne rzeczy w szafie, nawet moja głowa przeraża monochromatyzmem myśli.

11.11.2012
taka mała, że zmieszczę się w pudełku po zapałkach. mówię Ci dlaczego jest tak źle i robię sobie ten dziwny rodzaj autoanalizy, kiedy słyszę swoje własne słowa tak, jakby wypowiadał je ktoś inny.
nie wiem czy to jest tak dużo czy tak mało - czas i ciepło. jak na kogoś, kto zamiast mówić, to krzyczy albo szepce, wydaję się być teraz bardzo spokojna. bardzo dobrze jednak wiem:
plecy - to jest dopiero wyrzut

22.11.2012
jak bardzo można zatracić się na rzecz kogoś innego widać dopiero wtedy, kiedy zostaje się bez niczego. to się nazywa krótkowzroczność - diagnoza przychodzi, kiedy wszystko się już wie. straciłam równowagę i oparcie, został mi teraz tylko seks na tylnym siedzeniu jako przerwa między szukaniem siebie w tym wszystkim. więcej nie oczekuj, bo na więcej nie zasłużyłaś - krzyczy na mnie każda minuta milczenia. każda przeciągana do nieskończoności chwila w której mnie zostawiasz.
ale ty jesteś gorzka - słyszę od kolejnej osoby i w to jest mi naprawdę łatwo uwierzyć.

26.11.2012
 z tych wszystkich rzeczy, które potrafię robić, to jednak najmniej ładnie odchodzę.

2.12.2012
nie jestem kobietą, której się pożąda. albo nie byłam - do tego momentu, w którym czuję się, jakbyś pakował mnie i zawiązywał mi, kurwa, kokardkę na głowie, przyklejał kartkę możecie sobie wziąć. i biorą, albo chcą brać, bo za cholerę nie ruszę się z miejsca, w którym teraz jestem, gdzie oprócz mnie obok Ciebie tak naprawdę nie stoi nikt, choć sam sobie preparujesz jakieś nowe historie.
pan w białym fartuchu za biurkiem mówi, że naprawdę nie mogę się teraz niczym denerwować, że nie powinno się przesadzać ze stresem, że potrzeba mi spokoju i równego oddechu, że jeśli nie potrafię sama, to najlepiej będzie spróbować mi współoddychać z kimś. nie mam już nawet łez, żeby Cię błagać o cokolwiek, już nawet rozmawiać z Tobą nie można, bo wraca wszystko to, z czym walczyłam całą zeszłą zimę wizytami u lekarza i tabletkami. niszczymy się, powiesz mi pewnie, i dalej będziesz mówił: odejdź, odejdź. a mnie zalewa gorzkość i odejść nie mogę - czy ja jestem słaba czy ja jestem silna nie mam pojęcia czy ja jestem jakaś czy ja jestem czyjaś czy ja kurwa w ogóle jestem - nie wiem.

16.12.2012
kiedyś jak mówiłam przyjedź to później było trzęsienie ziemi koniec świata pamiętasz
dzisiaj data jest już wyznaczona tylko ciebie nie będzie
też bym czegoś podotykała

23.12.2012
choć raz udało mi się dobrze odejść.

24.12.2012
boję się, że nie miałabym mu już nic do powiedzenia poza jakimś zniszczyłeś mi ten rok, kochanie
i to byłoby bardziej gorzkie i pełne dramatyzmu niż ten gest z papierosem i czerwone usta, rozumiesz

26.12.2012
to nie jest tak, że ja coś mówię i to później nigdy nie ma odbicia w rzeczywistości. odpisuję na bardzo długiego mejla bardzo pijackim tonem, który odczytuje się spomiędzy liter kilkoma literówkami i może zbyt pretensjonalną szczerością,
dwa, tak bardzo, bardzo, zdobywam się na jakieś wyznania, które mnie samą przerażają i nic. tak, naprawdę nic z tego nie wynika, drobiazgi są jak szpilki, chciałabym z dwóch skrzywień ułożyć jednego człowieka, ale kiedy rano zamiast ciepła czuje się chłód - samotnej nocy, słów, grzejnika, bo nikt nie rozpalił w piecu, to to wszystko wydaje się być bardzo niemożliwe. 

28.12.2012
nie chcę pozbawiać się wrażeń dla jakiejś złudnej odrobiny bezpieczeństwa, stałego seksu i pozorów stabilizacji.

6.01.2013
siedzę teraz z herbatą, z laptopem i książkami. nic nieruszone, spanie jako najłatwiejsza ucieczka, jakaś urocza szwedka śpiewa i can dive into the water so deep i can't breathe/ cause there i feel things you won't understand. siedzę i płaczę, bo fejsbuk mi pokazuje wiadomość w której jest tak ładnie napisane the corner were we parted before we even met. głaszczę małego, rudego kotka, który wbija mi pazury w skórę, zahaczając o mój czarny sweter. with all your lies you're still very lovable. naprawdę, naprawdę chciałabym, żeby mnie ktoś teraz przytulił. 

12.01.2013
kiedy tracę na chwilę środek wyrazu, jest jeszcze buckley. najpiękniejszy smutek, jaki słyszałam. tak bardzo mocno, tak bardzo głęboko wchodzi w każdy centymetr ciała, mam od tego spięcia na neuronach, tak bardzo nie muszę już nikomu nic mówić, wystarczy tego posłuchać, wystarczy sobie przypomnieć skórę o skórę, biodro przy biodrze. chcę się rozpaść bardziej niż na to wygląda, łamie mi się przy tym serce słodkim, dźwięcznym trzaskiem.

później:
telefony po których nie ma się już złudzeń, po których nie ma się już nic. 

18.01.2013
popatrz mała - mówi -
on to jest przepaść w którą się rzucasz
na złamanie serca
28.03.2011

27.01.2013
sprawa ma się tak, że przy którymś smsie zrozumiałam, że jeśli mierzyć mnie wartością, którą mierzy się kobiety, to dla niego wypadam gdzieś między zła i najgorsza - tylko takich kobiet się nigdy nie zapomina, tylko takie kobiety najpierw pokonują barierę skóry, potem krwi i wchodzą na tyle głęboko, że nawet kiedy zabiorą wszystkie swoje rzeczy, to i tak będą.
na swoją obronę ma jakieś żałosne, wymiętoszone pytają mnie, czy się znowu kurwisz, a ja parskam śmiechem tak gorzkim, że cała słodycz wszystkich chłopców nie zdoła zabić tego posmaku.





1 komentarz:

  1. Tutaj pasuje cytat: "z celnością męcząc się słów". Męczyłaś się kilka miesięcy, co?
    Eta, wiesz że kiedy piszesz o sobie, to i tak piszesz o Was? Trzymaj się ciepło. Wiosna idzie, to się wszystko ułoży.

    OdpowiedzUsuń