27.1.14

446. fiction

patrzę na to z perspektywy czasu, wyrzucam bilet do i z tamtego miasta, zaginam zdjęcie. od księżniczki do szmaty, degradacja i obolałe ciało, wszystko trwało tyle, ile trwa zrzucenie z siebie ubrań, ile trwa spajanie się i sprowadzanie rytmu bijących serc do jednego, wspólnego. po wszystkim było się już niczym, choć przecież jeszcze mogę zamknąć oczy i sobie przypomnieć, że było w tym coś z prawdy, coś z szaleństwa, z pierwotności i zatracenia, którego nie sposób udawać. tak bardzo żałuję tych drżeń przy dotykaniu nadgarstka, żałuję taniego dramatyzmu przy mówieniu, że widzimy się ostatni raz; gdyby to ode mnie zależało, mogłabym tak stać już zawsze; mogłabym też odchodzić, bo zawsze mogłabym wracać. pamiętam, że przestrogą było wszystko - spóźniające się pociągi (metafora spotkań, spięć), piosenka o zimowych wiatrach i nieogrzewany wagon z wybitą szybą w moim przedziale; wpadający przez okno śnieg.
powietrze gęste od milczenia, łamię sobie palce o tą skutą lodem ścianę pomiędzy nami. gdybyśmy żyli w innym czasie, w nieco innym jeszcze świecie, moglibyśmy się spotykać raz na pół roku w jednej z tysiąca takich samych małych, ciemnych knajp - nikt nie miałby nam tego za złe. moglibyśmy czasem do siebie napisać, wysłać list z nadzieją, że nim dotrze, to wybuchnie jakaś wojna, która nas rozdzieli na tym kontynencie, ale połączy na innym.
to szaleństwo, że tak myślę, że już się boję tego końca świata, tego, co nas spotka, co nas zniszczy jeszcze raz.


(tak naprawdę to krzyczę nie na Ciebie. to jest szaleństwo, to brak opamiętania) 

4 komentarze:

  1. Przesiąknięty miłością żal, gorycz intensywna jak nigdy. Do zapamiętania na całe życie, do wracania choć może i do...zawracania ?
    "I'm in the middle of your picture" śpiewa Thom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odkąd weszłam tu pierwszy raz (czyli dawno, całe milion kaw temu), wiedziałam, że będzie to mój ulubiony blog.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, dobra proza to jest, muszę przyznać.

    OdpowiedzUsuń