13.6.14

453. nieodwaga.

jestem trochę w miejscu, w którym nigdy nie chciałam być. rok studiów za mną, kilka miesięcy w cudnym mieście k. minęło mi szybciej, niż się tego spodziewałam. rok studiów za mną, środek sesji, chociaż bardzo się starałam (nie ironizuję tu teraz - starałam się), nawet nie udało mi się podejść do najważniejszego egzaminu. 
młot i kowadło, pomiędzy ja. 
miesiąc temu modliłam się o znak. bardzo chciałam, żeby ktoś podjął za mnie decyzję. świadomość, że coś mnie trzyma mocno i pcha ku ziemi, nie pozwala się rozwijać, wżera mi się w zwoje mózgowe, znów prowokuje spięcia. nie potrafię jednoznacznie określić, czy podjęte przeze mnie decyzje były złe, nie potrafię również powiedzieć, czy były dobre. podobno w chwilach słabości i porażki, po wielkich życiowych kataklizmach nie powinno się decydować o całym przyszłym życiu. potrzebuję dystansu - nie wiem tylko czy od ludzi czy od miejsc, dystansu, który znów pomoże mi określić czego od siebie chcę. 
gdyby mnie ktoś teraz zapytał gdzie widzisz się za 5 lat?, nie zdobyłabym się na odwagę i nie odpowiedziałabym. ciągnie mnie w obce miejsca, ciągnie mnie w siebie, w Ciebie, w prostotę, w dobroć. choć ostatnie kilka dni spędziłam w spodniach od piżamy, w łóżku oglądając suits i francuskie komedie, czytając szwedzkie kryminały, to wcale nie mam ochoty się nad sobą użalać. wysłałam kilkadziesiąt CV, nakreśliłam szkielet planu B, który równie dobrze może okazać się planem A. jasne, nie ma łatwo, dopada mnie jeszcze czerń, coś tam pęka, coś dusi - przez moment nie mogę się uwolnić. odwaga to jest wielka rzecz, chciałabym mieć jej wystarczająco dużo, by uwierzyć, że każdy, nawet ja, może zacząć robić rzeczy. może robić rzeczy. trzynaście notek na drugim blogu z roboczego cyklu my minimal plan, których nigdy nie opublikuję. dwa dłuższe teksty, których nie pokazałam ani Tobie ani em., chociaż kusiło mnie już tysiące razy. wszystkie te zajęcia, na których miałam coś do powiedzenia, ale bałam się odezwać. tysiące spraw, których nie zamknęłam albo które zamknęłam źle, bo miałam gdzieś w sobie strach. 
jestem trochę w miejscu, w którym nigdy nie chciałam być. banalne metafory, w których nie znajduję ukojenia. rozwidlenie, nie zakręt. zdecydować się, iść. po raz kolejny nie chować twarzy w dłonie. nieodwaga jako słowo klucz. 

2 komentarze:

  1. nie wiem dlaczego, ale przypomina mi się ulotny kadr, który prawdopodobnie kiedyś mi się przyśnił, ale nie dam głowy, a który zatytułowałbym "eta w londynie", chyba pisałem Ci o nim kiedyś. może musisz na chwilę uciec w inne miejsce, takie, w którym mogłabyś się świadomie, z premedytacją i bez żadnych konsekwencji zagubić i znaleźć?

    OdpowiedzUsuń